9 miesięcy wspólnego życia. Niby dopiero, ale masz wrażenie że powinni Ci już jakieś odznaczenie wręczyć lub przynajmniej szampanem poczęstować. A dlaczego nie? Przecież nadal chodzisz jak zombie bo niby już w tym wieku sen niemowlaka powinien być unormowany, ale co oni tam wiedzą w tych poradnikach. Gotujesz. Wróć, przecież Ty zmieniasz kuchnię w laboratorium, gdzie każdego dnia kombinujesz jakie składniki połączyć by latorośl mogła odkryć nowe smaki. Już od dawna nie płyniesz na haju hormonalnych uniesień i wciąż nadziwić się nie możesz skąd masz na to wszystko siły.

Potem budzisz się każdego ranka, do znudzenia przypominający ten poprzedni. Z nadzieją, że uda się wynegocjować jeszcze pół godziny na sen, podczas gdy młodzież będzie szaleć w łóżeczku i gadać do niewidzialnych stworów. Nagle, na wpół przytomna dostrzegasz TEN uśmiech. W jednej chwili czujesz się jak królowa, której odsłaniają w komnacie ciężkie od kurzu kotary, a Ty chichocząc próbujesz się bronić przed oślepiającymi strużkami światła. W oddali słyszysz brzdęk srebrnej tacy na której podadzą Ci ciepłe rogaliki i świeżą konfiturę. Jedno spojrzenie, ten szczerbaty uśmiech i już wiesz, że nie wypada spać kiedy witają Cię tak po królewsku.

Jak na królową przystało nie drzesz się w panice przy byle wyboju czy nagłym zwrocie akcji. Bardziej pewna siebie wiesz, że matczyne serce bywa mądrzejsze niż wszystkie poradniki. Z większym spokojem podchodzisz do ataków płaczu, chwilowych braków apetytu i wszystkich odstąpień od niemowlęcej normy. 9 miesięcy czekałaś na swojego pierworodnego, następne 9 miesięcy uczyłaś się miłość odmieniać przez wszystkie przypadki.

Dojrzałaś. Jako matka, nowy wymiar kobiety, niby dalej Ty, ale nie do końca.
Częściej się śmiejesz. W głos, szczerze i tak, że aż poliki bolą.
Szybciej przebaczasz bo wiesz, że żadna chwila nie wróci, a życie tak niesprawiedliwie gna do przodu.
Jesteś wdzięczna za każdy dzień w zdrowiu, za zabawy w promieniach słońca i gilgotki na łóżku.
Nie szalejesz za kierownicą bo wiesz, że małe rączki czekające w domu niczego bardziej nie pragną niż znów potargać Cię za włosy.
Nie denerwujesz się już każdą pracowniczą błahostką, gorszy humor kolegi z pracy zgrabnie omijasz szerokim łukiem.

Wreszcie masz pewność, że możesz wszystko. Z nim, dla niego, ale przede wszystkim dla siebie. Jesteś matką, nikt Ci tego nie odbierze.


Chimcio z mamą2