Zaczyna się od parku. Aleje nieskończenie długich labiryntów ścieżek. Przejść koło fontann, za tą ławką w lewo, jeszcze tylko szybki rzut okiem na stado pluskających się dzieciaków i jestem. Wchodzę w strefę handlową, mała namiastka centrum, rzędy równo ułożonych straganów, uderza mnie zapach kopru, truskawek, świeżej zieleniny. Może bym przystanęła na chwilę, ale droga i tak dłuży się niemiłosiernie, w biegu jedynie pytam pana o cenę borówek, „przyjdę po nie jutra z rana”, niemal krzyczę będąc już na zakręcie.

Koło budki z lodami, przypominają mi się wszystkie sny w których bardzo chce się dojść do jakiegoś miejsca, a droga się ciągle wydłuża i wydłuża. Albo filmy, gdzie goni Cię banda zombiaków, a Ty jakbyś miał nogi z ołowiu, które nijak nie chcą słuchać poleceń swojego właściciela. Mam wrażenie, że chodnik zacina się jak stara płyta. Powietrze ciężkie i lepkie jak na złość walczy z oporem materii mojego ciała. Ciała, które chce szybciej iść, które niczego więcej nie pragnie niż dotrzeć do celu, a tymczasem wszystkie prawa fizyki mszczą się za tą moją tróję na świadectwie licealnym.

Na tym odcinku zawsze liczę na piegowatą dziewczynkę w okularach, która codziennie jeździ rowerem naokoło słupa ogłoszeń. Ta mała istota jest chwilowym wskrzeszeniem wiary Azteków i Majów, że czas to koło, bez wczoraj i jutra, odwieczne dzisiaj, chwila która trwa. Jej widok napawa mnie dziwnym spokojem.

Jeszcze tylko przejdę dwie rozlane zebry na drodze, szybkie wbicie kodu domofonu, 9 piętro, pukam do drzwi i czuję jak serca wali jakbym przebiegła maraton. Doskonale wiem, że w tej chwili to moje bramy do raju, za którymi spełni się obietnica ciepła małych rączek, zmarszczonego noska i przeciągłego MA-MA-MA!

Jedno spojrzenie i widzę jak pełen emocji raczkuje nieskładnie w moją stronę. W tej samej chwili zalewa mnie fala ciepła, a świat staje w miejscu. Panie Einstein, nie mylił się Pan. W istocie, czas to pojęcie względne.


Droga do domu mojej Mamy, którą codziennie pokonuje by odebrać po pracy Joachima mierzy 800 metrów. Dwie przecznice dalej. 6 minut na piechotę. Cała wieczność.

Chimuś

Chimuś3