Czasami są takie chwile gdy patrzę na te brykające nóżki, kwilący pyszczek i oczka domagające się wiecznej uwagi i myślę wtedy, że przecież musi być gdzieś jakiś wyłącznik. Że ile można być udającą świnkę mamą padającą na ryjek. Że ile można gilgać, turlać, przewracać by za chwilę zaczynać wszystko od początku. Ile rymowanek na poczekaniu można wymyślać i jak bardzo narażać swoją twarz na grymasy wszelakie udające stworzenia zmyślne. Pytam się, ile???

Czasami naprawdę chciałabym znaleźć przycisk „turn off”. No ok, zwykła „pauza” też by się przydała. Chociaż na chwilę. Wtedy mam wrażenie, że każda chwila w samotności byłaby najcudowniejsza na świecie, że nic mi szczęścia większego by nie dało niż ciepła kołdra, kubek kakao, ulubiona książka i święty spokój.

Potem w nocy siedzę przed komputerem, cały dom w ciszy pogrążony, Matka z kubkiem kawy zagłębiona w czeluściach firmowych spraw zaczyna tęsknić. Kula w brzuchu się przetacza za każdą chwilą, która za nami. Tęsknię nawet za tymi chwilami, które jeszcze przed nami. Tak szybko, za szybko, w pogoni za czymś, do czegoś, ciągle gdzieś biegniemy. A te niebieskie oczy wpatrzone w Ciebie, chcą byś się chociaż na chwilę zatrzymał. Chwała Bogu, że tak łatwo się nie poddają i jutro dadzą mi kolejną szansę, że jeszcze raz, od nowa, z tą samą radością przypomną mi o tym, co w życiu najpiękniejsze. Dziękuję Chimuś, że jesteś.


HurraChimuraCollage2