Jest taki moment w życiu kota kiedy uszy w napięciu nerwowym wędrują do tyłu, oczy robią się jak pięć złotych i generalnie kot nie wie o co kaman. Takie chwile zdarzają się przy włączonym odkurzaczu, głośnym śmiechu Matki czy wiertarce sąsiada. Ale wszystkie te odgłosy, które niecnie zaburzały kocią egzystencję, okazały się niczym w porównaniu z repertuarem Chimuraszczego.

Mając 4,5 miesiąca Don Chimuro odkrył, że otwór gębowy może nie tylko wydawać z siebie wilczkowe auuu, donośne guuu czy pochrząkiwanie wszelkiego typu. Ten otwór może także piszczeć, a piskiem tym sprawdzać możliwości decybeli, o którym nawet Matka nie wiedziała, że istnieją.

Teraz rozmowy telefoniczne są przerywane, bujanie w obłokach Matki, kotów spokojne drzemki. Teraz już nic nie jest takie jak było. Śniadania piskowym repertuarem wzbogacone, pisk w konwersacji z zabawkami i mamlaniu gryzaka. Pisk ratunkiem gdy Matka ubiera za długo, pisk podczas leżenia na brzuszku, boczku, czy horyzontalnie, wreszcie pisk najlepszym kompanem w swobodnym sprawdzaniu własnych możliwości wokalnych podczas codziennych zabaw. Pisk dobry na koty, co by spokojnie za długo nie leżały. Pisk dobry na wszystko i o dziwo, Matce też służy, która już nie słyszy własnych myśli…


CollageJoachimFender