Tak. Im starszy, tym lepszy. Może trochę bardziej głupiutki, cieszy się z moich szaleństw jak mały chłopiec, pstryczka w ucho traktując jako wyzwanie na cały dzień. I taki spokojniejszy jest. Jak zawsze wiedząc, że moje nerwutki codzienne to niewyspanie, a życie to chwile, które mgnieniem nam się jawią.

Pamiętam jak kiedyś czytałam wyznanie Krystyny Jandy, która powiedziała, że dla niej miłość jest wtedy gdy widzi rękę swojego męża sięgającego po cukiernice i robi się jej ciepło w brzuchu. Pomyślałam wtedy, że chciałabym kiedyś zaznać takiej miłości. Mieć ciary patrząc na swojego faceta nawet po kilku latach bycia razem. Jaka ja naiwna byłam!

Dlaczego naiwna? A bo wydawało mi się, że wszystko samo przyjdzie. Motyle w brzuchu skrzydełkami będą tłuc noce i dnie, a rozrzucone skarpety i chrapania w magiczny sposób rozmyją się w blasku kolacji przy świecach, które będziemy spożywać każdego wieczora. Seriously?!

Bycie razem nauczyło mnie ciągłej sztuki kompromisów. Przede wszystkim to ja musiałam nauczyć się kompromisów. Ja, dla której czarne jest czarne, a białe ma tylko kilka odcieni szarości. Wreszcie ja, która to cichcem postanowiła sobie kiedyś po kolejnym zawodzie, że żaden, nigdy, never. I wpadła po uszy.

A teraz uczę się codziennej sztuki kompromisów i muszę przyznać, że nawet nieźle mi to idzie. Już nie wściekam się na każde „ale”, „bo” i mruknięcia pod nosem. Wiem też, że druga połowa może mieć gorszy humor na który lepiej spuścić zasłonę milczenia. Że nie lubi ubierać się za ciepło, sezamków z Lidla i słabej kawy. Że gdy głodny to nie podchodzić i tylko z uśmiechem bułkę rzucić. Co ważne, nie byle jaką, ale przynajmniej z mięsem i awokado.

Z nikim też żartować tak nie umiem. Przy nikim tak bardzo być sobą. Znamy się jak futrzane konie, niejedna beczka soli już za nami. Codziennie też wdzięczność w sobie noszę. Właściwie to tej wdzięczności mam tyle, że mogłabym ją rozdawać w kartach podarunkowych na różne okazje. Chcesz trochę?

Dziś są JEGO urodziny. Patrzę na mojego mężczyznę i zaczynam wątpić w stwierdzenie, że mam gorszą połowę. Pomoże posprzątać, gotuje. Umyje i położy spać królewicza. Dobrym słowem nakarmi, a kiedy trzeba to zruga jak trzeba. Jest jak wino – im starszy, tym lepszy. Mój facet, damn it!


Joachim TATA