Zostaniesz mamą. Dzień w którym się o tym dowiadujesz jest jednym z tych dni, które zapamiętuje się do końca życia. Miks emocji – od skrajnej radości po niepewność i trylion pytań.

Rośniesz. Mijają kolejne tygodnie, biegasz po lekarzach, z dyscypliną pierwszoklasisty notujesz wszystkie anomalie w samopoczuciu, nasłuchujesz pierwszych kopniaków i… robisz się coraz większa 🙂

Kupujesz. Taaak, chyba nikt inny jak kobieta w ciąży nie zrozumie szaleństwa zakupów: pieluszek, kołysek, przewijaków, bodziaków i sryliona różnych kosmetyków.

Jesteś przygotowana. Ja byłam. Tak mi się przynajmniej wydawało. Pokoik czekał, rząd świeżo wypranych i wyprasowanych bodziaków dumnie prezentował się w szafie, gdzie do niedawna lśniły kiecki na szaleństwa sobotnie, a kocyki i pieluszki ładnie poskładane czekały na swojego pana. Nawet kotom zapodaliśmy tabsy, co by się chłopaki wyluzowali przed nadejściem Tego Co Wywróci Koci Raj Do Góry Nogami. Pomyśleliśmy o wszystkim.

Ale czy na pewno?

Wizja karmienia piersią była dla mnie tak naturalna jak codzienne chodzenie do toalety lub potrzeba oddychania. Nie miałam doświadczenia, ale wydawało mi się, że wezmę Chimcia, przystawię do cyca i rozpoczniemy mleczną drogę. Tak po prostu. Bo przecież karmienie piersią jest naturalne, proste i przyjemne. Ha! Ależ ja byłam naiwna.

Od początku były problemy. Joachim urodził się leniwym ssakiem, a moje mlekopoje okazały się idealnie nieprzystosowane do karmienia piersią. Za duży cyc, płaskie sutki, brak doświadczenia. Były nakładki, wszelkie możliwe pozycje. Kilka położnych w szpitalu, każda z innymi radami, niekoniecznie dobrymi (do dziś wzdrygam się na myśl o doradzonych nakładkach w wersji mini i odkurzaczu ust mojego syna, brrr!). Nawet mleko się pojawiło w czas. I płacz. Chimcia bo nie wiedział jak chwycić  matczyne spożywczaki, mój, bo ból jaki był z tym związany przebił wszystkie przebyte migreny, wypadnięcie dysku kręgosłupa, a nawet ból poporodowy (cc).

Prawie dwa tygodnie walki, koszmar, którego nikomu nie życzę. Telefony do mamy, płacz, żalenie się Panu Tacie, telefon do mamy, płacz, czynność powtórz kilka razy dziennie. Do tego wiecznie nienajedzony ssak. Wujka Google też pytałam, odpowiedział chłodno, że trzeba się poświęcić i chociaż skręcasz się z bólu, a mleko i krew tryska Ci z cycków to musisz przetrwać bo na tym polega macierzyństwo. Nic innego nie da ci takiej bliskości z dzieckiem jak karmienie piersią, a jeśli nie wytrzymasz teraz, to jesteś luzerką, która powinna się zastanowić po co chciała mieć dzieci (polskie fora dla matek rządzą!). Wtedy miałam wrażenie, że przechodzę sprawdzian na bycie mamą, a moje dziecko stanie po złej stronie mocy jeśli podam mu mleko modyfikowane. Matko wariatko!

Joachim zaczął tracić na wadze, a kolejne ciocie dobra rada jak mantra powtarzały „przystawiać, przystawiać”. Przystawiałam, a Chimcio nadal tracił na wadze przez co ja byłam na skraju załamania nerwowego. Położna sugerowała podanie mm bo pomimo chęci widzę, że jednak pani piersi nie będą współpracować. Wtedy Pan Tata, mając już dość mojego jęczenia, pojechał po laktator. Do dziś dokładnie pamiętam pierwsze odciągnięcie się, jakieś 120 ml, które Chimuś pochłonął w ciągu dwóch minut. Ulga. I ogromny wyrzut sumienia, że się poddałam bo nie daje piersi. Wtedy wydawało mi się, że przegrałam wszystko, dziś wiem, że wybrałam trudniejszą drogę karmienia małego Chimciulka.

Zaczęłam się regularnie odciągać, co 2-3 godziny, pojęcia nie mając, że są takie kobiety jak ja i nie mając żadnej wiedzy na temat przechowywania czy podgrzewania mleka kobiecego. Wtedy trafiłam przypadkiem, od linka do linka na pojęcie kobiet Karmiących Piersią Inaczej. A więc nie jestem sama! Tak rozpoczęła się nasza przygoda z KPI.

Jest różnie, o czym z pewnością jeszcze nie raz napiszę. Zastoje, zapalenia piersi, romanse z laktatorem w środku nocy. Jednym słowem, wszystkie blaski i cienie Karmienia Piersią Inaczej. Do tego ogromna, przeogromna satysfakcja, że nam się udało, a nasza mleczna przygoda trwa już 9 miesiąc 🙂 I wielka nauczka, że karmienie piersią, wbrew temu co ogólnie się mówi, jest jedną z najtrudniejszych rzeczy z jaką spotyka się młoda mama…

Chcąc nie chcąc stałam się ninja-karmicielem KPI i z chęcią podzielę się z Wami wiedzą, którą zdobyłam przez ostatnie miesiące. Do napisania!


IMG_1140