Dziś mija 6 miesięcy od narodzin Joachima, moje 6 miesięcy KPI. I powiem to głośno: jestem z siebie dumna! 🙂 Pracując zawodowo przez cały ten czas (sic!), mając przeprowadzkę z całym dobytkiem do innego miasta z miesięcznym dzieckiem na głowie i dwa razy bardzo smutne pogrzeby w najbliższej rodzinie, dałam radę! Ale przez ten czas miałam Pana Tatę, Mamę Mamy, siostrę Mamy i… „moje dziewczyny”. Dziewczyny z grupy wsparcia kobiet Karmiących Piersią Inaczej. Pamiętam jak dziś, jak pisały do mnie „dasz radę, poczekaj trochę” gdy po kolejnym zapaleniu piersi miałam ochotę rzucić to wszystko w cholerę. Nigdy nie doceniałam forów, grup wsparcia, nie były mi one potrzebne, tymczasem dzięki tym dziewczynom nie patrzę już tak złowrogo na dojarkę bo zawsze myślę, że gdzieś jest jeszcze jakaś mama, co właśnie też siedzi ciemną nocą i w ciszy słyszy tylko „brrrum, brrum, brrum…”.

W ciągu tych 6 miesięcy nie raz się okazywało, że rodzice niezguły. Jak na przykład wtedy gdy wybrali się z dzieciem na pierwszą wycieczkę po to by zjeść kanapki 50 kilometrów od domu…Chimcio wdzięcznie przespał całą drogę i pół pobytu jednak rodzicie nie wzruszeni tym faktem pojechali by dziecko żywicy się nawąchało i krajobraz jeziora obejrzało. Efekt? Na jezioro nie trafili, zaparkowali w drugiej części wiochy by do jeziora mieć kilka kilometrów – bo po co bliżej! Kasy nie wzięli, ufając w możliwość płacenia kartą w budach z goframi i mini kasami fiskalnymi. Głodni. Na szczęście Pan Tata zrobił swoje słynne kanapole, które uratowały nas od skakania sobie do gardeł. Cicho przycupnęliśmy na tyłach domków rekreacyjnych, gdzie ze smakiem pożarliśmy (!) pychotki domowe tęsknie patrząc na błyszczące w oddali jezioro.

Trylion miliony tego typu historii. Czy jesteśmy mądrzejsi? Hell, no! Na szczęscie głupsi też nie. Z pewnością szczęśliwsi. 6 miesięcy, a ja mam wrażenie jakby 6 lat minęło. Zadziwiające jak taki mały człowiek intensyfikuje smak życia. Chwilo, trwaj! 🙂


Chimcio&Mama 6 miesiecy


Przy takich okazjach, tańczymy!