„Bo Ty masz całe stado bobrów w tych cyckach i one Ci ciągle tamy budują”
Powiedział Pan Tata patrząc na dwa twarde jak kamienie spożywczaki naszego syna. A że cycki mam spore to i zgraja bobrów się zmieści.

Znów zastoje przyszły niespodziewane, cholery jedne wkradły się nie pytając o pozwolenie. Kolejny raz siedzieliśmy z liśćmi kapusty, czekając na pokaz stulecia jak tama wreszcie puści, a w okienku laktatora zacznie tryskać fontanna mleka. Cisza. Mija prawie doba i cisza, a Matka nie wie gdzie znaleźć miejsce na kolejne potoki słów autopocieszenia – „dam radę, dam radę…”. Bolało, na samo wspomnienie mnie wzdryga. Kobity, dbajcie o piersiątka bo to wrażliwce przewrażliwione i byle wiatr lub zmartwienie siedzące w głowie może spowodować, że obrażą się panny i mleka dawanie zaprzestają. A nic, ale to nic na świecie tak nie boli.

Na szczęście prawie litr mleka w lodówce był. Dzieć miał brzuszek pełny, dzień z tatą spędzony. Wynik? Mordka ucieszona, dwie czkawki, buzia bez kremu, przewijak z niespodzianką poza pieluszkową i materacyk obdarowany brązowo-żółtymi kropami. Drapieżniki tak mają.


Joachim