Jeszcze czuję zapach świec w ten dzień gdy w całym bloku zabrali prąd, a my jak dwa przytulone pingwinki tuliliśmy się do siebie. Odcięci od świata, na dworze zimnica, telefony padły. Byliśmy najbardziej samotnymi i najszczęśliwszymi istotami na świecie. Sami dla siebie, w naszym raju na usługach 10 piętrowego wieżowca.

Pierwsze MA-MA-MA, rzucone w przestrzeń, powtarzane zawsze przy upadkach i nabitych guzach. Kałuże i potoki śliny, którą mogłabym umyć podłogę w całym domu. Wreszcie te poranki wspólne, największych głupotek i figlów fabryka, gdy trochę na bakier z obowiązkami przeciągaliśmy każdą minutę pod ciepłą kołdrą.

Albo widzę Twoją zniecierpliwioną minę, energiczne wymachy nóżek i moje usilne próby zrozumienia o co Ci chodzi. Doskonale pamiętam to jedno popołudnie gdy obraziliśmy się na siebie, Ty płacząc ze złości, ja z bezsilności. Uniesione brwi w zdziwieniu także doskonale pamiętam. Że tak rośniesz szybko, że tak wiele rozumiesz, że jesteś taki cudowny. Dla równowagi, z tyłu głowy zawsze noszę obraz tych wszystkich nerwutek, kilogramów pieluch i to bynajmniej nie z zapachem perfum, a także małych łapek gotowych wyrywać mi z lubością każdy włos na głowie.

Nie jestem w stanie zliczyć chwil trudnych i pięknych, zmierzyć intensywności uczuć, którymi codziennie obdarzasz wszystkich naokoło. Żałuję, że nie starcza mi słów by opisać jak bardzo cieszę się, że jesteś  z nami. 365 niepowtarzalnych dni. Najlepszego synku! :*


Chimuś_roczek11

Chimuś_roczek8

Chimuś_roczek9

Chimuś_roczek Chimuś_roczek1

Chimuś_roczek18